Kliknij tutaj --> 🌟 moja kariera zaczela sie 2 dni temu
Mysz dla graczy SteelSeries Rival 5. Poznaj SteelSeries Rival 5 – ergonomiczną mysz z 9 programowalnymi przyciskami. Stworzona z myślą o maksymalnej szybkości zapewni Ci przewagę w grach typu: Battle Royale, FPS, MOBA, MMO. Dzięki bogatemu wyposażeniu przeniesiesz swój gaming na wyższy poziom.
Jak zaczęła się II Wojna Światowa? Husky - 9 Maja, 2019 - 02:15. Grzelak PO Idiota. Na początku jest słowo, takie jak te wydukane przez Grzelaka , potem jest psychiatra , a na końcu zawsze szpital dla obłąkańców.Możliwe, że nauka powinna się mu przyjrzeć - prawdopodobnie to pierwszy przypadek żyjącego człowieka z całkowicie
Książka Córka Króla Piratów autorstwa Levenseller Tricia, dostępna w Sklepie EMPIK.COM w cenie 26,97 zł. Przeczytaj recenzję Córka Króla Piratów. Zamów dostawę do dowolnego salonu i zapłać przy odbiorze!
CYBEX BY JEREMY SCOTT PRIAM 2.0 BLACK GOLD WINGS GŁĘBOKO SPACEROWY. Wózek Priam w odświeżonej wersji wchodzącej na rynek na początku 2019 roku, oferowany jest jako produkt z najwyższej oraz najdroższej linii z segmentu premium marki Cybex. Otrzymał nową formę gondoli oraz siedziska spacerowego, utrzymane w obłościach i klasycznej
Dwa dni temu pani stomatolog zaczęła mi robić leczenie kanałowe ósemki. Niestety nie skończyła i zalepiła czymś. Bardzo boli mnie ząb i zastanawiam się czy mogę wyciągnąć to lekarstwo z zęba ?
Le Meilleur Site De Rencontre Suisse. – Wychodzimy z Krzyśkiem naszą Toyotą ze szczytu, grzejemy szybko, bo mamy prostą. Samochód pędzi ponad „stówę” i ci ludzie siedzący na płocie nie wierzą, że jest on w stanie zahamować. W ich wyobraźni w ogóle nie mieści się, że auto zahamuje, oni są święcie przekonani, że za dwie sekundy pieprzniemy w ten płot. Jedziemy, a ja dyktuję: „Za szczytem sto prostej, hamowanie, prawy trzy – o zobaczą jak spierdalają! – prosta…”. Zarejestrowałem to wszystko w trakcie dyktowania, bo ci ludzie spadali z tego płotu jak ulęgałki, gruszki jakieś – wspomina Maciej Wisławski, najsłynniejszy polski pilot rajdowy. „Wiślak” opowiada w rozmowie z Weszło o swoich rajdowych przygodach, jeździe Wartburgiem, intuicji „Hołka”, która wiele razy uratowała im życie, oraz o tym, jak to się w ogóle stało, że zwykły ogrodnik ze Skierniewic został rajdowcem. Widzę, że wciąż pan pali. Nie rzucamy?Nie, bo ja palę jak się pali zdrowo?Palę racjonalnie, czyli to nie papieros panuje nade mną, ale ja nad papierosem. I jak rano przed startem rajdu wszyscy koledzy palą papierosy – jeden, drugi, trzeci – i mnie częstują, to zawsze mówię: „Nie, kochani. Ja jeszcze na to nie zapracowałem. Zapalę dopiero po kilku odcinkach specjalnych”. Dopiero wtedy usiądę sobie w parku serwisowym, zrobią mi kawkę espresso z odrobinką mleczka i cukru, do tego jeszcze podadzą szklaneczkę Coca-Coli. Mając to wszystko rozłożę się na dwóch krzesłach i zapalę pierwszą fajkę. I to jest właśnie zdrowe palenie. Działa to trochę na zasadzie takiego powiedzenia, takiej pięknej konstatacji farmakologiczno-medycznej, że odpowiednio dozowana ciężka trucizna, może stanowić wspaniałe oczywiście nie wypominam, ale ma pan 73 lata. Jak się pan czuje? Coś strzyka?Generalnie jest nieźle. Mogę wstać, mogę usiąść, mam super kontakt z młodymi ludźmi, a współpracuję nawet z dwudziestokilkulatkami. Takie aktywne przebywanie z młodymi powoduje, że chyba nie zdaję sobie do końca sprawy z wielkiego brzemienia własnego wieku. A poza tym, jak jestem w swoich Skierniewicach, to codziennie dwie-trzy godziny jeżdżę na rowerze. Niech mi pan pokaże gościa w moim wieku, który dzień w dzień – obojętnie czy pada, czy jest upał, czy jest mróz – wsiada na rower, jedzie do Puszczy Bolimowskiej i robi kilkadziesiąt kilometrów. Nawet spokojnym, wolnym tempem. I jeszcze w międzyczasie zatrzyma się na gminnej siłowni pod chmurką, gdzie zrobi sto podwójnych obrotów: lewa i prawa. Wie pan, jak to gimnastykuje? Ale to oczywiście i tak nie jeszcze?Zimą są narty, a latem spływy kajakowe. Lubię pojechać sobie nad Czarną Hańczę, rozłoży namiot, kuchnię z palnikiem. Postawić stolik, parasol, usiąść, zjeść konserwę, pokroić chlebek na centymetr i posmarować cienko masełkiem. Lubię wykąpać się w rzece, ogolić się nad nią bez lusterka. Takie drobne rzeczy sprawiają, że czuję się ogromnie wyluzowany, odpoczywam od tych cholernych obciążeń psychiki. Kurczę, życzę panu, żeby czuł się pan kiedyś tak jak to było? Adrenalina jest lepsza niż botoks?Pamiętam, pamiętam. Padło to w wywiadzie dla „Playboya”, którego udzieliłem chyba z dziesięć-dwanaście lat temu. Zrobiono mi wtedy takie zdjęcie: siedzę w kombinezonie i zgięty wiążę buta. Bo ja zawsze siedząc w strefie serwisowej ściągam buty, zakładam nogi na drugie krzesło – do tego wspomniana już kawka i papierosek – i w ten właśnie sposób przez około dwadzieścia minut odpoczywam. I w tym materiale padło to zdanie, że jak się tak patrzy na „Wiślaka”, to można powiedzieć, że adrenalina jest dużo lepsza niż botoks. Chyba jest w tym trochę prawdy. Już w czwartek rusza w Mikołajkach 74. Rajd Polski. A jak pan wspomina swój pierwszy udział w tej imprezie?Nie uwierzy pan. To był 1974 lub 1975 rok, czyli już ponad 40 lat temu… Pamiętam jak dziś, Wartburg 353, czyli popularna „mydelniczka”. Jechałem z takim gościem, który wyjechał po paru latach za granicę, w Polsce nie ma go od dawna. Nazywał się Henio Podsiedlik. To był strasznie długi rajd. Start i meta w Krakowie, była pętla bieszczadzka, krakowska, beskidzka, dlatego tamten rajd liczył – ja wiem – chyba prawie ze dwa tysiące kilometrów? Mordercza impreza, ale też wielka przygoda, bo byłem wtedy w zasadzie pilotem-amatorem i takie imprezy były dla mnie kolejnym szczeblem do lepszego poznawania tej nie zawiódł?To był praktycznie w 90 proc. normalny, cywilny samochód. Gdyby wsadzić dziś za jego kierownicę obecnych kierowców rajdowych, to pewnie początkowo nie widzieliby za co się tam złapać. Oczywiście Wartburg miał fotele rajdowe, pasy szelkowe, pół-klatkę, ale generalnie to była tylko kosmetyka. Na zjazdach były oczywiście ogromne problemy z hamulcami, a na podjazdach z mocą i prędkością, bo tamten silniczek miał może z sześćdziesiąt koni. Z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że to była bardziej jazda rekreacyjna, niż rajdowa. Ale i tak bardzo miło wspominam ten wóz. Nawet ukończyliśmy tamten rajd, a to już był wielki był pan wtedy pewnie jedynym uczestnikiem Rajdu Polski z tytułem magistra studia skończyłem w 1968 r. Miałem już wtedy bardzo ładne szklarnie i przez to, że odbywałem staż w Instytucie Warzywnictwa w Skierniewicach, miałem dostęp do bardzo nowoczesnej literatury zachodniej, nowoczesnych technik uprawy roślin pod szkłem. Bo bardzo się tym interesowałem. Dzięki temu byłem też później wynajmowany do nadzoru produkcji upraw szklarniowych u podwarszawskich, bardzo bogatych „badylarzy”. I tak właśnie poznałem Krzyśka Materzyńskiego, człowieka, który jeździł w rajdach. Jego rodzice byli na tamte lata multimilionerami, dlatego on mógł sobie jeździć. Czyli można powiedzieć, że moja kariera w rajdach zaczęła się od pomidora, ogórka i kwiatów pod szkłem. Krzysiek oraz kilku innych „badylarzy” zajmujących się też rajdami, byli ojcami chrzestnym moich rajdów. Obejrzałem – najpierw jako kibic – pierwszy, drugi rajd i wciągnęło mnie było taką wymarzoną robotą?Ogrodniczą pasję rozwijałem oczywiście przy pomocy rodziców. Jak wspomniałem, sam nawet budowałem szklarnie. Zacząłem od dziesięciu okien inspektowych, a doszedłem do trzech pięknych hal, 1200 mkw. oraz 2 tys. pomidorów i 2,5 tys. róż pod szkłem. Ta praca dawała mi ogromną satysfakcję, ale co ważne, długo bardzo ładnie przeplatała się właśnie z rajdami. Bo w obu pracach ważna jest precyzja działania, punktualność, już pan jeździł, były docinki, że w rajdach bierze udział ogrodnik?Absolutnie nie. Andrzej Borowczyk – który był też rzecznikiem naszego teamu z Krzyśkiem Hołowczycem – kiedyś pięknie napisał, że „u Maćka Wisławskiego róże kwitną zgodnie z kalendarzem rajdowym”. Czyli wysyp kwiatów nie kolidował z terminami rajdów, bo tak to należy rozumieć. Ale w latach 90., kiedy już zaczęliśmy na poważnie jeździć z Krzyśkiem, wszystko zlikwidowałem. Spadła koniunktura, my byliśmy coraz bardziej zaangażowani w sport, były wszystkie te zajęcia na rzecz sponsorów, konferencje, jubileusze, spotkania integracyjne. Tak więc wszystkie swoje cechy, tak potrzebne w ogrodnictwie, przerzuciłem na rajdy. Nie miałem już czasu na nic wtedy, na początku, rodzina nie protestowała, kiedy zamiast doglądać szklarni, wolał pan siedzieć w samochodzie?W rodzinie nie było specjalnego zdziwienia, bo początkowo to moje rajdowanie było dość „miękkie”. Czasami pojechałem dwie rundy mistrzostw Polski jako kierowca, czasami jako pilot, a tak na poważnie, wszystko zaczęło się dopiero w 1977 r. od startowania jako pilot w jednej z dwóch fabrycznych załóg w FSM-ie (Fabryka Samochodów Małolitrażowych – red.). Chociaż taki pierwszy prawdziwy rajd, w którym jechałem jako pilot, zaliczyłem nieco wcześniej i był to Rajd Warszawski. Jechałem z Heniem Manderą, notabene też z Wartburgiem, ale już lepiej przygotowanym. Pamiętam, że to był dla mnie kubeł zimnej wody na głowę, bo dopiero tamten start pokazał mi, co to naprawdę znaczy być pilotem siedzącym obok zawodowego kierowcy z ambicjami, techniką, zapleczem, świetną mechaniką. Wtedy chyba przestałem być takim sympatykiem rajdów, gościem, który się o te rajdy tylko ocierał, podobało mu się to towarzystwo. Zostałem kimś musi być bezbłędny nawet w momencie najwyższego stresu. Pan zawsze miał do tego charakter?Wie pan co jest w tym wszystkim najważniejsze? Najważniejszą cechą pilota rajdowego jest ogromny optymizm, taka umiejętność pozytywnego postrzegania wszystkiego, co się wokół nas dzieje. Trzeba być taką gąbką, która jest w stanie wchłonąć te wszystkie negatywne emocje, jakie niekiedy buzują w zespole że potrafił pan tryskać humorem nawet wtedy, kiedy w samochodzie nie ma już przedniej szyby, a koło prawie jest Zawsze było: „Jedziemy, jedziemy, jedziemy… człowieku nie narzekaj… jedziemy, jedziemy, jedziemy… nie gadaj, tylko jedziemy, jedziemy, jedziemy!”. Ale ja w życiu prywatnym też jestem pogodnym facetem. Wyznaję taką filozofię, żeby nie martwić się tym, że przekwitło?Tak, bo później wszystko zawsze rozkwita. Jak w nie jest pana w stanie wyprowadzić z równowagi nawet wielogodzinny takie piękne powiedzenie, że głową muru się nie przebije. Jeżeli zdamy sobie z tego sprawę, że na pewne rzeczy nie mamy wpływu, to w ogóle dajmy sobie z tym spokój. Zapomnijmy o tym. Poza tym przecież ten korek w końcu się ruszy. Bo co pan zrobi? Nie ma pan przecież śmigła na dachu, żeby polecieć nad prawda, że właśnie na takie nieoczekiwane okazje zawsze wozi pan ze sobą jednorazówki do golenia?To wszystko prawda, nadal wożę taki zestaw w małej reklamóweczce. Mam w nim maszynkę do golenia, pastę i szczotkę do zębów, jest też grzebyk – takie podstawowe rzeczy. Bo różnie może być, wyjeżdża pan czasami na cztery godziny, ale coś pana przyblokowało – jakaś śnieżyca czy coś innego – i wraca się następnego dnia. A tak rano można wstać, ogolić twarz, umyć zęby i być jak normalny, biały człowiek. Przecież trzeba jakoś rajdowym jest od ponad czterdziestu lat. Czyli jak mało kto widzi, jak bardzo zmieniały się rajdy. Przechowuje pan na przykład opisy tras sprzed kilkudziesięciu lat? Podejrzewam, że mocno różnią się od zupełnie coś innego, bo kiedyś zakręty na odcinku specjalnym opisywało się na prędkości. „Lewy 70, prawy 80, prosta 100, tutaj ciąć, tutaj nie ciąć” itd. Potem doszły do zakrętów biegi. Na przykład „lewy dwa gaz”, albo „lewy trzy pełny gaz”. Było wiadomo, że na danym biegu można było osiągnąć taką i taką prędkość, a na pół-gazie jeszcze inną. I w takich właśnie widełkach poruszali się kierowcy. Potem – kiedy już zacząłem jeździć z Krzyśkiem – doszedł jeszcze opis kątowy, bo przy silnikach, które miały ogromny moment obrotowy, dany zakręt można było przejechać nawet na trzech różnych biegach. Dlatego bez sensu było pisanie na przykład „dwa pełny gaz”, a więc zakręty opisywało się tak jakby stopniami trudności. Kątami między godziną 12, a kolejnymi patrząc od góry. Przy czym 5 i 6 to były bardzo łagodne łuki. Można powiedzieć, że tak jakby wystawiało się zakrętom oceny szkolne. Jedynka była więc najgorsza, kiedy w 2009 r. został pan wicemistrzem Rally America w Stanach Zjednoczonych, to ponoć dostaliście do ręki gotowe opisy. Nie było strachu, że to jednak nie jest własny opis trasy, tylko organizatorów?No właśnie nie, to było coś fantastycznego! To było fenomenalne wyzwanie dla pilota. Od razu przekonałem się, że opis był perfekcyjny, że każda ocena była bardzo wierna. I obojętnie czy to było Kolorado, Minnesota, Oregon czy Missouri. Dopiero tam, po tylu latach startów, zrozumiałem, jak rzeczywiście ważną rolę pełni pilot. Że jeżeli jest dobry opis odcinka, to siada dwóch gości i oni jadą, chociaż wcześniej nie widzieli na oczy nawet metra o to, bo tutaj dochodzimy do momentu, że trzeba zaufać komuś obcemu. Być może nie każdy jest na tyle odporny, żeby uwierzyć, że dany zakręt, który widzi się pierwszy raz w życiu, można pojechać na przykład 140 km/ jest bardzo ciekawy temat – zaufanie. Ludzie bardzo często pytają mnie: „Wiślak, ty to musisz mieć cholerne zaufanie do swoich kierowców”. Ja mówię: „Ale człowieku, ja nie miałem nigdy żadnego zaufania do tych gości. Dla mnie satysfakcją było jednak to, że to oni mieli do mnie zaufanie”. Bo to ja jestem tą osobą, która „rozwija” obraz drogi odcinka specjalnego, gdzie przecież naprawdę jedzie się bardzo, bardzo powtarza pan, że pilot musi być dla kierowcy Nie chciałbym podawać nazwisk – ponieważ zaczynałem z wieloma kierowcami, kiedy byli jeszcze nieopierzeni – ale początkowo w moich relacjach z kierowcami ten autorytet zawsze był obecny. Ale później, kiedy ich umiejętności i wyniki rosły, moja rola nieco się spłaszczała. No i można powiedzieć, że czasami jajo zaczynało być mądrzejsze od kury. I wtedy robi się już trochę gorzej, bo to jednak sport ekstremalny. Ta zabawa wymaga ogromnej pokory, ogromnego dystansu i bezbłędności. A taka nadmierna wiara w siebie, granicząca niemal z pychą, szybko może doprowadzić do upadku. Trzeba mieć naprawdę wielki talent, który polega na znalezieniu tej kreski, tego marginesu, którego przekroczyć nie wolno. Niektórzy jeździli po prostu tempem, które jeszcze nie było dla nich. Widziałem wiele takich talentów, które nie potrafiły respektować tej swojej cieniusieńkiej linii, której przekraczać nie się, że Hołowczyc lubił te granice przekraczać. Pamięta pan, kiedy się poznaliście?Byliśmy na zgrupowaniu Polskiego Związku Motorowego w Karpaczu, ja jako pilot, on oczywiście jako kierowca. Tam się poznaliśmy. Sprawiał wrażenia młodego, fajnego gościa. Wcześniej widziałem go chyba w 1984 r. na prologu Rajdu Kormoran. Jeździł cholernie dynamicznie, chyba nawet szybciej niż wtedy powinien. Ale on zawsze bardzo chciał, widać było, że szybka jazda to jego życie, że coś się musi dziać. W końcu w 1989 roku zapytano mnie, czy chciałbym z nim pojechać, sprawdzić go, bo chcieli dać mu fabrycznego Fiata. Wcześniej jeździłem z Pawłem Przybylskim, a Hołek był gościem, którego czasy Paweł zawsze sprawdzał w pierwszej kolejności. To był jego pierwszy rywal. No i zaczęliśmy jeździć, dalsza historia jest już chyba zdobywaliście mistrzostwo Europy w 1997 r. rajdy były w Polsce były bardzo popularne. Dziś trudno sobie to wyobrazić, stała się to bardziej rozrywka dla mi się, że stworzyliśmy wtedy jakąś wyjątkową wartość w oczach milionów kibiców. Nie wiem jak to się stało, ale tak było. To, że Krzyśka ludzie znają, to nic dziwnego, bo jest celebrytą, ale że po tylu latach mnie? To mnie cały czas pan z nim mnóstwo przygód na trasie. Podczas niedawnego wywiadu dla Weszło Hołowczyc opowiadał, jak w trakcie rajdu na Wyspach Kanaryjskich wyskoczyła wam przed maskę koza. Pamięta pan to?Rzeczywiście była taka sytuacja. Pamiętam, że było tam bardzo dużo półek skalnych, stromych stoków nachylonych może pod kątem 45 stopni. I wiadomo, stada owiec czy kóz zawsze gdzieś tam się pasły. Któregoś dnia jedziemy odcinek specjalny, ja dyktuje trasę, tu zakręt taki, tu prosta, tu hamowanie, tu nawrót, tu tniemy. W pewnym momencie jedziemy dość szybko – ale bez wielkich szaleństw, bo to jednaj półka skalna – i było przed nami jakieś sto metrów prostej. Sunąc setką pokonuje się to w jakieś cztery sekundy. Patrzę, a kilkadziesiąt metrów przed maską wyskakuje nam właśnie ta koza. Zwierzę w szoku, stoi na środku, nie wie co się dzieje, ale nagle zza barierki wyskakuje facet, który chce ją złapać. Prawie że próbuje ją chwycić za ogon i jakoś udaje mu się ją uratować. I mówię do Krzyśka „… sto prostej, lewy trzy – zobacz jak on ją musiał mocno kochać! – hamowanie, nawrót dwa…”.Gratuluję podzielności bardzo wiele podobnych sytuacji. Chociażby podczas Rajdu Krakowskiego, gdzie jechaliśmy odcinek specjalny po szutrze na poligonie. Jest mokro, ślisko, jedziemy prostą i obok – jak to na poligonie – był taki betonowy płot. Zwykle przeskakiwali przez niego żołnierze, ale wtedy akurat siedziało pod nim mnóstwo kibiców. Dosłownie jak jakieś wrony. Wszędzie. Ten płot stał może ze dwadzieścia metrów za takim skrzyżowaniem w kształcie litery T. Zakręt był więc pod kątem prostym, a my mieliśmy tam jechać w prawo. Wychodzimy z Krzyśkiem naszą Toyotą Celicą ze szczytu, grzejemy szybko, bo mamy prostą. Samochód pędzi ponad „stówę” i ci ludzie siedzący na płocie nie wierzą, że jest on w stanie zahamować. W ich wyobraźni w ogóle nie mieścił się, że auto zahamuje, oni są święcie przekonani, że za dwie sekundy pieprzniemy w ten płot. Jedziemy, a ja dyktuję: „Za szczytem sto prostej, hamowanie, prawy trzy – o zobaczą jak spierdalają! – prosta…”. Zarejestrowałem to wszystko w trakcie dyktowania, bo ci ludzie spadali z tego płotu jak ulęgałki, gruszki pan jeszcze jakieś inne dziwne sytuacje z rajdów?Było ich sporo, bo Krzysiek jeździł bardzo szybko, mieliśmy bardzo mocne samochody. Pamiętam, że jak czasami jeździliśmy w tych krajach trochę drugiego świata, jak Bułgaria czy Grecja, to tam ludzie – często miejscowi górale – nie byli przyzwyczajeni do takiej dynamiki samochodów. Siedzieli przyklejeni do jakichś barierek, na zboczu tuż przy nawrotach i nie mieściło im się w głowie, że ten samochód może zahamować i skręcić. My wychodzimy zza zakrętu jak pocisk, według nich auto już dawno powinno hamować, ale nie, ono dalej sunie. Pamiętam jak dziś, jak ci ludzie dosłownie na czterech łapach uciekali wspinając się do góry, tak się bali!Mówi się, że Hołowczyc – chociaż zawsze był ryzykantem – potrafił jednak w odpowiednim czasie i miejscu zabrać nóżkę z gazu, co ponoć kilka razy was to nazywam intuicją. Potrafił wyczuć, że coś się może zdarzyć. Ale miał też przy tym fantastyczną, cholerną wyobraźnię. A to jedna z dwóch podstawowych cech kierowcy rajdowego: wyobraźnia i podzielność uwagi. Innych rzeczy można się nauczyć, ale to już trzeba mieć od Boga. I on to miał. Jeśli chodzi natomiast o tę jego intuicję, najlepiej obrazuje to przygoda z Grecji, kiedy wyjechała nam na drogę dłużyca z drewnem. Coś niesamowitego. To była właśnie taka sytuacja: wydawało się, że można docisnąć gaz, ale on kurczę akurat zdjął szczęśliwie nogę z pedału. W tym momencie auto hamuje, my patrzymy, a tu wyjeżdża taka dłużyca ważąca ze trzydzieści ton, wioząca kilkadziesiąt bali drewna o średnicy 50-60 cm. Gdybyśmy w to walnęli, nie byłoby co zbierać… Do dziś to pamiętam. Podobnych momentów były dziesiątki. Gdzieś za szczytem jest pusta droga, wydaje się, że nie ma prawa tam nikogo być, ale Krzysiek noga z gazu, patrzymy, a tu stado dzików na drodze. Gdzie chwilę wcześniej mieliśmy na zegarze 160 km/h. Wyskakiwały nam samochody, ludzie, coś co może pojawiać się tylko w normalny ruchu. Najwyraźniej mieliśmy to coś, co potrafiło uchronić nas od nieszczęścia. Krzysiek, oprócz talentu, zawsze to pan o talencie. Co pan sądzi o obecnych czołowych polskich kierowcach? Jest w ogóle szansa, żeby rajdy były u nas chociaż w części tak popularne jak 20 lat temu, czy to tylko mrzonka?Trudno jest mi o tym mówić, bo jestem pełen szacunku dla wszystkich ludzi, którzy biorą udział w tym sporcie. Bo jest bardzo trudny. Ale niestety, o obecności w nim w dużej mierze decydują pieniądze. I ktoś kto ma ogromny budżet, ma szansę pokazać swoje predyspozycje, nawet jeśli są one mniejsze niż u innych. A jeśli ktoś takiej dużej kasy nie ma, chociaż jest dobry, to po prostu nie ma szans. Dlatego kto wie, być może mamy w Polsce więcej talentów, ale ci goście po prostu nie mają szansy zaistnieć. Z tego powodu ciężko powiedzieć, że ten jest wielkim talentem, a ten mniejszym. Wiadomo, taki Kajetan Kajetanowicz jest wielkim talentem, człowiekiem ogromnej pracy, ma ducha walki i dużo rajdowej mądrości. Problem jednak w tym, że Kajetanowicz już nic więcej nie zrobi. Ludzie często pytają mnie, czy miałby szanse zrobić coś w mistrzostwach świata: nie, żadnych. Bo to jest przynajmniej 15 lat za późno. Mistrzostwa świata to zupełnie inna liga. Dlatego cieszmy się tym, co jest. Kajto pewnie trzeci raz zrobi mistrza Europy i że Kajetanowicz na powitanie potrafi pocałować pana w rękę. Dla wielu ludzi polskiego motorsportu jest pan trochę jak wyrocznia. Każdy zwracają uwagę, jakie jest pana zdanie na dany temat. Nie krępuje to pana czasami?Ja siebie nie uważam za żadną wyrocznię, po prostu za zwykłego przeciętnego człowieka, takiego jak z dziesięć milionów innych Polaków. Moim największym sukcesem w życiu poza rodziną jest to, że ja nie mam wrogów. Ludzie czasami pytają mnie dlaczego ich nie mam. Dlaczego? Bo ja się zadaję tylko z właściwymi ludźmi. A taki Kajetanowicz, który jest jednym z nich, to bardzo pogodny gość mający ogromne poczucie humoru i dystans do wszystkiego. On wie, co mi zawdzięcza i być może wyraża to – chociaż oczywiście z żartem – całując mnie czasami w rękę, kiedy ściskamy się na powitanie. On z uśmiechem wyraża bardzo ważną treść, bo wie, że to, gdzie jest w tej chwili, zawdzięcza też mnie, chociaż oczywiście bez wątpienia też swoim rajdowym predyspozycjom. Ale z drugiej strony – bądźmy szczerzy – co by było po jego predyspozycjach, gdybym ja nie stanął na jego drodze? Mógłby je sobie w dupę wsadzić (śmiech). ROZMAWIAŁ RAFAŁ BIEŃKOWSKI Fot. archiwum prywatne/
Dorota Korczak robi karierę na wybiegu. Studentka spod Wschowy za kilka dni jedzie na półfinał Miss Polski. Sypią się dla niej propozycje sesji zdjęciowych i pokazów z Siedlnicy pod Wschową znalazła się wśród 50 najpiękniejszych w kraju. Za tydzień będzie wiadomo czy wystąpi na finałowej gali Miss Polski. A jej przygoda z konkursami piękności zaczęła się w Sławie. - Teraz cieszę się, że dałam się namówić dziennikarzom ,,Gazety Lubuskiej'' do startu w konkursie - opowiada D. Korczak. - Tam się wszystko ją sukcesDorota wprawdzie nie wygrała, ale została pierwszą wicemiss Sławskiej Plaży. Jednak zauważyli ją regionalni organizatorzy konkursu Miss Polski. Od nich dostała przepustkę do udziału w takiej imprezie. Opłaciło się. - Zostałam drugą wicemiss Dolnego Śląska - opowiada. - Dostałam się też do ćwierćfinału Miss Polski. Byłam na pokazie w stolicy, tam prezentowałyśmy się jurorom, opowiadałyśmy o sobie. I tak dostałam się do półfinału, dla mnie to i tak ogromny sukces. Zwłaszcza, że rywalizowało ze mną tyle pięknych i inteligentnaLada dzień jedzie do Sieradza, tam będzie walczyć o przepustkę do finału. Od ubiegłego roku, gdy D. Korczak została jedną z plażowych piękności została też wybrana dwukrotnie miss bikini. Raz w Legnicy, drugi raz we Wrocławiu. - Nie nudzę się, bo regularnie uczestniczę w pokazach mody - zapewnia. - Moja kariera nabrała mówi, ma wiele propozycji sesji zdjęciowych i reklamowych. Ale nie może z nich skorzystać bo tym przekreśliłaby swój udział w Miss Polski. A chce spróbować swoich sił, zwłaszcza, że bardzo daleko piękności i udział w pokazach mody młoda mieszkanka Siedlnicy traktuje jako hobby. Nie zaniedbuje przez nie swojej edukacji. Choć większość jej rówieśników ma już wakacje, ją czeka jeszcze jeden egzamin. - Została mi na koniec sesji matematyka - zdradza młoda studiuje finanse i bankowość we Wrocławiu, udowadnia w ten sposób, że uroda i inteligencja potrafią iść w parze.
Świadkowie nigdy nie zapomną tego, co wydarzyło się na pogrzebie 36-latki, która miała zginąć w wypadku samochodowym. W trakcie uroczystości z wnętrza trumny rozległo się głośne pukanie. Po podniesieniu wieka okazało się, że Peruwianka leżała spocona w środku z otwartymi oczami. Kobietę zabrano do szpitala. Kilka dni temu Rosa Isabel Caspedes Callaca uczestniczyła w tragicznym wypadku drogowym. Auto, którym jechała, zostało całkowicie rozbite, w wyniku czego zginął jej szwagier, a trzech siostrzeńców trafiło w ciężkim stanie do szpitala. Medycy stwierdzili też zgon u podczas wtorkowego pogrzebu doszło do wstrząsających wydarzeń. Podczas mszy w kaplicy żałobnicy usłyszeli dochodzące z wnętrza trumny szmery, a następnie pukanie. Po otwarciu wieka okazało się, że kobieta żyje, a dodatkowo ma otwarte oczy i ich obserwuje. Fatalna pomyłka na pogrzebieTrumnę natychmiast zapakowano do auta, a następnie przewieziono do szpitala. Lekarze przyznali, że doszło do dramatycznej pomyłki. Nieboszczka cały czas dawała oznaki po kilku godzinach lekarze po raz drugi stwierdzili zgon 36-latki. Tym razem przed podjęciem decyzji przeprowadzono dokładne badania. Chcemy wiedzieć, dlaczego moja siostrzenica zareagowała, kiedy nieśliśmy ją do pochówku. Mamy filmy, na których dotyka trumny - przekazała ciotka zmarłej. Śledczy wyjaśniają szczegóły szokującej pomyłki. Kobieta po wypadku prawdopodobnie zapadła w śpiączkę, co przyczyniło się do podjęcia błędnej decyzji.
Grammatik żegna się ze słuchaczami News To definitywny koniec zespołu tworzonego przez Eldo, Jotuze i Noona. Jotuze Jeszcze w tym tygodniu ukaże się pożegnalny singiel Grammatika. Nowym utworem artyści zamierza definitywnie zakończyć działalność zespołu, który od dekady jest nieobecny na rynku muzycznym. „Moja Historia 2” W 2017 roku Eldo i Jotuze zagrali wspólnie dwa koncerty – na Open’er Festiwalu i Hip Hop Kempie. Enigmatyczna zapowiedź wideo, która ukazała się na FB Asfaltu dawała nadzieję, że Grammatik wróci z nowym materiałem – być może nawet albumem. Nic bardziej mylnego. Zespół co prawda zaprezentuje nowy singiel, ale będzie to ostatni numer w karierze kultowej formacji. „Moja Historia 2” to symboliczne zamknięcie działalności składu, którego historia rozpoczęła się numerem „Moja Historia” w 1999 roku. Singiel będzie miał premierę 7 grudnia o godzinie 10:30, a płyta będzie dostępna na stronie Popularne
Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Dalej Strona 5 z 40 Rekomendowane odpowiedzi Gość maciej pasz Zgłoś Udostępnij Witam, mam pytanie czy mogę żądać wymiany lub powiększenia zakupionego pierścionka z brylantem, przyznaje że błędny podałem nr przy zakupie, dzisiaj mam wielki problem, bo pierścionek o dwa numery jest zamały w sklepie poinformowano mnie, że niema możliwości zamiany na inny, ani możliwości powiekszenia o dwa rozmiary, co mam zrobić w tym przypadku kiedy towar jest dla mojej dziewczyny nieużyteczny a bardzo kosztowny!!! Proszę o radę. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Odpowiedzi 984 Dodano 13 l Ostatniej odpowiedzi 1 r Top użytkownicy w tym temacie 1 1 1 1 Gość daniel praska Zgłoś Udostępnij kupiłem skuterka ktury nonstop sie psuie iest na moge rzondać zwrotu gotuwki Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość :( Zgłoś Udostępnij Prosze o pomoc,kupilam buty okolo 8 dni temu oddalam je do reklamacji, z tego względu ze mnie obcierały i miałam rany na stopach mialam je na nogach moze z 3 razy i to na prawde krotko,nie widac zeadnych wad.! Teraz zadzwonilam czy zwroca mi pieniadze lub wymienią towar na inny a oni powiedzieli, ze nic z tym nie zrobia nie oddadza pieniedzy ani nic. A ja przeciez w tyc h butach nei moge chodzic! Moze dalej próbować,zgłaszac reklamacje ale z innych przyczyn?! Prosze o pomoc! Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość k Zgłoś Udostępnij bardio prosze o szybkie odpowiedzi,bo moze mi sie uda cos jeszcze z tym zorbic! Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość niki Zgłoś Udostępnij kupiłam dziś creative rozmawiając ze sprzedawcą mówiłam że chcę MP4 a on dał mi MP3 co moge z tym zrobić nie jest rozpakowana a zorientowałam się dopiero w domu a sklep już był zamknięty Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość niki Zgłoś Udostępnij dodam że za tą cene miała bym MP4 czuję się oszukana przez sprzedawcę Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość ktoś Zgłoś Udostępnij witam,mam pytanie...kupiłam w outlecie firmy Mustang spodnie,po powrocie do domu okazalo sie ze jednak zle w nich wygladam,czy jest to możliwe zebym odzyskala pieniadze i zwrocila spodnie?pani sprzedawczyni twierdzi ze nie,ze moge oczywiscie wymienic na cos innego,ale ubrania w tamtym sklepie nie podobaja mi prosze o szybką Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość zwrot towaru Zgłoś Udostępnij witam, 8 dni temu mój mąz kupił sobie spodnie w sklepie reporter, po powrocie do domu stwierdzilismy, ze zakup był nieudany ponieważ niepasował anie krój ani rozmiar. w dniu dzisiejszym poszłam do sklepu aby zwrócic spodnie, nowe z metkami, a sprzedawca odpowiedział mi że mam na to 7 dni i , nikt nas o tym nie powiadomił wczesniej, przy kasie tez nie widnieje zadna informacja ile jest dni na zwrot lub wymiane, czy mamy jakies szanse na zwrot towaru, lub chociazby wymiane na inny? Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość Sprzedawca Zgłoś Udostępnij Jeśli chodzi o zwrot rzeczy to jest to tylko dobra wola sprzedającego, gdyż nie ma żadnego prawa regulującego to ile dni ma się na zwrot. Każda firma ustala swoje zasady co do zwrotów lub też nie możności zwrotu. A sprzedawca nie musi Pani informować ile ma Pani dni na zwrot, gdyby tak każdemu klientowi mówił taką krótką formułkę "w ciągu 7 dni może Pani zwrócić towar" to przy kasie byłaby cały czas kolejka. Może Pani spróbować poprosić sprzedawcę o wymianę na te same spodnie w innym rozmiarze, ale niestety gotówki Pani nie otrzyma. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość Magda Zgłoś Udostępnij Witam serdecznie, mam problem a mianowicie we wrześniu ubiegłego roku zakupiłam torebkę damską, ktora zaczeła sie "rozwalac" pol roku po zakupie zarelkamowalam ja, reklamacja zostala uwzgledniona i poproszono mnie o wybranie sobie nowej w sklepie- wybralam ale po miesiacu ta rowniez zaczela sie rozwalac (raczki pekaly i miejsca przy pasku na ramie) poszlam po raz kolejny i tym razem pani zaproponowala mi wydanie tej samej torby od razu, zgodzilam sie, a druk reklamacyjny spisala dla formalnosci. nie minal kolejny miesiac a torba tez pęka. problem tkwi w tym, ze nie chce kolejnej torby gdyz mam juz dosc zakupow w tym sklepie skoro torba nie wytrzymuje tygodnia! czy moge wiec ubiegac sie o zwrot gotówki??? prosze o pomoc. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość canz Zgłoś Udostępnij sprzedaje ubrania przez allegro. w tresci aukcji mam ze nie przyjmuje zwrotow. czy konsumentowi zwrot jednak sie nalezy? Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość arecki Zgłoś Udostępnij Parę dni temu kupiłem antenę do CB i jak pojechałem do serwisu, żeby ją dostroić do samochodu okazało się, że jest do niczego. Wróciłem więc do sklepu po czym sprzedawca dał mi inną (ale tej samej firmy)która okazała się takim samym badziewiem. Pojechałem 2 raz do sklepu sprzedawca znowu wymienił mi antenę ale dał już innej firmy, tyle że znowu badziew. W serwisie powiedzieli mi, że sklep sprzedaje byle co i nie da się dostroić tych anten do samochodu. Sprzedawca zapewniał mnie, że anteny są super itd ale rzeczywistość okazała się inna. Chciałem sie zapytać jakie mam w tym momencie prawa. Czy ja mogę się domagać zwrotu kosztów anteny? Jest to suma 90zł. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość Rudowicz Maria Zgłoś Udostępnij Kupiłam dzisiaj r. kuchnię gazowo-elektryczną. Towar został zapłacony i jutro miał sprzedawca dostarczyć do domu. Wracając w konkurencyjnym sklepie zobaczyłam kuchnię trochę bardziej atrakcyjną w tej samej cenie. Wróciłam do poprzedniego sklepu aby odwołać tranzakcję i zwrot pieniędzy. Sprzedawca oznajmił, że takich zwrotów w tym sklepie nie załatwiają. Proszę o poradę. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość Sprzedawca Zgłoś Udostępnij Do Rudowicz Marta - zwrot kupionego towaru to jest tylko, tak jak to już wcześniej pisałam, dobra wola sprzedającego. Jeśli w sklepie, w którym zamawiała Pani kuchnię nie ma możliwości zwrotu to niestety nic Pani z tym nie zrobi. Sprzedawca nie ma obowiązku robienia zwrotu. Więc niestety nic Pani nie wskóra. Zapłaciła Pani, a więc jest Pani zobowiązana wziąć towar. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość Sprzedawca Zgłoś Udostępnij Do Canz - skoro w aukcji jest wyraźnie napisane, że nie przyjmuje Pan/Pani zwrotów to nie musi Pan/Pani ich przyjmować. Jeżeli chodzi o zwrot to tylko dobra wola sprzedawcy, a nie obowiązek, jak to się co niektórym wydaje. Do mnie do sklepu przychodzą ludzie z ciuchami, które są brudne, śmierdzą, noszą ślady użytkowania i chcą je zwracać, bo jest tak możliwość (w ciągu 14 dni z paragonem, metkami, nie noszone), ale co niektórzy myślą, że mogą zwrócić, bo nagle im się towar znudził. A przecież ten towar wraca później na sklep i trzeba go sprzedać, a raczej nikt z nas nie chciałby kupić śmierdzącej bluzki, czy brudnych spodni. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość Sprzedawca Zgłoś Udostępnij Do Arecki - jeżeli antena nie dział, jak trzeba, należy ją zareklamować. Jeżeli ma pan paragon to proszę ją najnormalniej w świecie zareklamować. Na rozpatrzenie reklamacji czeka się do 2 tygodni. Proszę zażądać zwrotu gotówki. Może Pan również dostarczyć kwitek od Pana montera, który potwierdza, że to szajs. Może to wpłynie jakoś na decyzję Pana ze sklepu, który będzie rozpatrywał reklamację. Inaczej się tego załatwić chyba nie da, bo podejrzewam, że takiego typu sprzętu się nie zwraca. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość do fuma Zgłoś Udostępnij Opisane zdarzenie przez panią nasuwa mi pytanie. Jak Pani chciała się połączyć z internetem ? Jeżeli przez kabel to przeważnie dostawcy internetu przypisują do karty sieciowej jednego komputera. Po podłączeniu kabla do innego, internet nie będzie działał, chyba, że wykupi Pani abonament do podłączenia 2-go komputera. Jeżeli tak jest to proponuje kupiś tzw. router i podać wtedy nr karty sieciowej z routera. Pozwoli to na podłączenie 2 komputerów. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość Mariolakoby Zgłoś Udostępnij producentem i sprzedawcą .Od jakiegoś czasu sprzedaję swoje produkty na problem i nie wiem jak go zeszłym roku w październiku klientka zakupiła na allegro mój reklamuje go .Reklamację jak najbardziej wykonam ,ale prosiłam ją o przysłanie towaru do nas na jej że chodzi o wózek powołała się na kodeks cywilny i twierdzi że może go przysłać ,ale na nasz ma rację :kupujący czy sprzedawca? Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość Gracja Zgłoś Udostępnij Zakupiłam dziecku nowego mini quada. Przywieziono go ze sklepu po kilku godzinach, gdyż najpierw miał być poskładany i skręcony. Jeszcze tego samego dnia gdy dziecko na nim jechało zerwał się łańcuch, poodkręcały się niektóre dnia nie można było go nawet uruchomić, gdyż rozładował się akumulator. Serwisant przyjechał po 2 dniach od zgłoszenia (bo wcześniej nie miał czasu)zabrał quada do sprawdzenia. Minęły kolejne 2 dni, dzwonię do nich z pytaniem kiedy go zwrócą i jaka była przyczyna rozładowania akumulatora, Pan mi odpowiada,że nie wie kiedy przywiezie (bo nie ma czasu)a akumulator "padł" "bo go zajeździliście". Ręce człowiekowi opadają, jak słucha takich rzeczy. Co robić? Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość :) Kubs Zgłoś Udostępnij Witam , Prosze o porade. Sprawa wyglada dni temu kupiłem zabawke ;> pistolet na kulki po 1 dniu uzytkowania popsuł sie nie z mojej winy. Czy moge wnośić o zwrot pieniedzy a nie wymiane na inny ;> podzrawiam Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość Kuba. Zgłoś Udostępnij prosić państwa o dni temu zakupiłem pistolet na kulki. po 1 dniu użytkowania popsuł sie nie z mojej winy. czy mogę wnieść, o zwrot gotówki. pozdrawiam. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość Damian Zgłoś Udostępnij Witam!!Mam problem kupiłem niedawno mikser, który nie spełnia moich (głównie żony) oczekiwań. Ma niby 400w a nie da się nim nic zrobić, żona poszła z nim go oddać lub wymienić na inny model a sprzedawca powiedział, że on nie widzi żadnych wad i nie będzie go reklamował. Są dwie męczące sprawy związane z nim: 1. Bardzo źle wyciąga się trzepaki, gdyż tak ciężko chodzi ten przycisk; 2. Czy ktoś kto piecze ciasta widział to żeby biszkopt ubijać przez pół godziny. Jeśli nie to zapraszam do mnie z miłą chęcią pokaże. Praktycznie tylko raz był używany. Kupiony był w czwartek a dziś jest sobota. Czy naprawdę nie da się go w jakiś sposób oddać, nie ma jakiś przepisów, które by to umożliwiały? Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość gość Zgłoś Udostępnij Witam , zakupilem doslownie wczoraj motocykl , okazalo sie nazajutrz ze ma przebite numery . Jak moge rozstrzygnac ten problem , dodamtylko ze umowe kupna sprzedazy mam , motocykl jest uzywany , kupilem go od prywatnego sprzedawcy . Sprzedawca powiedzial ze pieniedzy nie odda . Prosze pilnie o pomoc ( do kogo mam sie zwrocic , jak anulowac umowe kupnja sprzedazy ) Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość Gość Zgłoś Udostępnij Jestem sprzedawcą,i czasami jestem wściekła zachowaniem klientów,ludzie kupują a potem chcą oddać towar, a jak słyszą że nie mogą to jeszcze potrafią być tak nie mili że aż najgorsze jest to jak się mądrują jak to oni dobrze znają prawa konsumenta,to po prostu szok.... Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Gość Mirek Tkaczyk Zgłoś Udostępnij Witam, mam problem kupiłem jakiś czas temu kupiłem DVD. Niedawno zaczeło nie wczytywać niektórych płyt i dziwnie "buczeć" chcąc zwrócić wadliwy towar skierowano mnie do reklamacji. Wyjaśniłem że nie chce go oddawać do reklamacji tylko proszę o zwrot gotówki. Pracownik powiedział ze musi oddać na reklamacje, towaru nie mogę zwrócić. Co mam zrobić?? Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Dalej Strona 5 z 40
moja kariera zaczela sie 2 dni temu